Historie narodowe – wspólna pamięć europejska (Uniwersytet Warszawski, 22 marca 2018) [fr]

Panie Ministrze,
Panie i Panowie Profesorowie,
Drodzy Koledzy,

Pragnę zacząć od podziękowania Panu Ministrowi, który zechciał tę konferencję zaszczycić swą obecnością. Wiem, że na stanowisku, które piastuje, trudno jest oderwać się od codziennych kryzysów. Ponieważ podobnie jak Pan Czaputowicz zarządzałem w pewnym okresie Centrum Analiz i Prognoz, wiem również, że to, co nazywamy „policy planning”, to znaczy strategią, wymaga od dobrego ministra wygospodarowania czasu na przemyślenie różnych spraw z dala od zgiełku świata.

Uczestniczę w tym spotkaniu z wielkim zainteresowaniem, ponieważ wpisuje się ono we francusko-polski dialog poruszający głęboki, odwieczny, pasjonujący, trudny, a jednocześnie zawsze aktualny temat.

Badanie pamięci, tej „teraźniejszości rzeczy przeszłych” według słów Świętego Augustyna, wkroczyło w nową fazę dzięki Henrykowi Bergsonowi. Henri Bergson, którego rodzina pochodziła z Warszawy, uważał, że sens przyzwyczajeń i codziennych czynności można wyjaśnić odwołując się do pamięci. Dlatego też pragnę szczególnie pozdrowić Frédérica Wormsa, który zaszczycił nas dziś swą obecnością. Jest on we Francji najznamienitszym znawcą twórczości Bergsona. Jego dzieło „Wprowadzenie do materii i pamięci Bergsona”, wydane dwadzieścia lat temu, pozostawiło trwały ślad.

Od czasów Bergsona, Francja rozwinęła całą tradycję analizy pamięci zbiorowej. Myślę tu o pracach ucznia Bergsona Maurice’a Halbwachsa, o historykach takich jak Pierre Nora i jego pojęciu miejsca pamięci, o Jacques’u Le Goff, którego związki z Polską były bardzo mocne. W dziedzinie filozofii, książka Paula Ricoeura „Pamięć, historia, zapomnienie” miała oddźwięk nie tylko krajowy, ale i międzynarodowy. Samo pojęcie „pamięć europejska” jest stosowanie niezliczoną ilość razy, czasem w sposób bardzo osobisty. Mam w pamięci, albo raczej w sercu, słowa Stefana Zweiga i Jana Patocki. Myślę również o Czapskim i jego książce „Proust contre la déchéance” – „Proust przeciwko upadkowi”, która, jak mi się wydaje, szczególnie wyraża postawę europejskiego humanizmu wobec totalitaryzmu: księżna de Guermantes jako sposób na przeżycie w sowieckich obozach.

Nie będę przedłużał tych rozważań, ponieważ pragnę się skupić na zajęciach dyplomatycznych, bardzo użytkowych. Mam nadzieję, że Państwo mi to wybaczą. Dla nas, dyplomatów, historia i geografia są w sposób oczywisty podłożem stosunków międzynarodowych, przetwarzanym następnie zgodnie z logiką właściwą potęgom, opartą na interesach mniej lub bardziej obiektywnych, ale również na bardzo mocnej grze wyobraźni: w uproszczeniu, chodzi o wyobrażenie, jakie jakiś kraj ma o sobie, o potrzebę pozostania wiernym swemu powołaniu, o utrzymanie pozycji, zachowanie wartości z założenia wspólnych dla całej Europy. Służbę Francji, Polsce, Europie, światowemu pokojowi uważamy za wielką i piękną sprawę. Widzą Państwo, że historia, pamięć, legendy są wszechobecne w codziennej pracy ludzi praktycznie zajmujących się Europą i stosunkami międzynarodowymi, w każdym razie takie jest moje głębokie odczucie.

Pragnę zaproponować wiele pytań do omówienia podczas spotkania:

Jaka jest różnica między historią a pamięcią? Kiedy zajmujemy się historią, staramy się zrozumieć przeszłość. Takie podejście związane jest z etosem historyka i jego stosowanie powinno być podyktowane przez odkrycia dokonane podczas badań. Jeżeli chodzi o pamięć, to nadaje ona sens teraźniejszości i wydarzeniom z przeszłości, ponieważ jest ściśle związana z konstrukcją wspólnoty narodowej lub jeszcze szerszej.

Jakie zachodzą relacje między poszczególnymi historiami narodowymi a wspólną pamięcią europejską? Europa zbudowała się na gruzach naszego kontynentu, po dziejowym spustoszeniu, o którym mówił Georges Perec. Istnieje dziejowa wola przekroczenia nacjonalizmów, tożsamości narodowych i spowodowanych przez nie konfliktów, aby dojść do pokojowego i stabilnego państwa. Potrzeba takiego pierwotnego sprawiedliwego porządku pozostaje wciąż aktualna. U zarania Europy znajdziemy traumy, jak również potrzebę pogodzenia się i odbudowy kontynentu. Europa jest niejako antidotum na Narody. Stąd podwójne wyzwanie.

Chodzi o to, by zbudować europejską pamięć na podstawie naszych wspólnych dziejów i naszej wspólnej kultury. Mówi się często, że warto mieć te same marzenia. To prawda. Myślę również, że należy takie same lęki. Uczestniczyłem w tworzeniu pierwszej europejskiej strategii bezpieczeństwa w 2003 r. i stwierdziłem uderzający kontrast między lękami wobec wschodu i południa. W Europie zachodniej świadomość dziejowej wspólnoty pojawiała się stopniowo w XX wieku. Od 1958 roku, daty wejścia w życie Traktatu Rzymskiego (i założenia Ośrodka Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich), wspólne instytucje zajmują się rozwiązywaniem sporów narodowych, by doprowadzić do konsensusu. My wszyscy, Europejczycy, podzielamy jeden wspólny fundament wartości. Demokracja, solidarność (albo braterstwo), prawa człowieka czy wolność – oto wizje, które nas łączą i które czcimy przez szacunek dla wielkich wydarzeń z przeszłości.

Z drugiej strony należy dotrzeć do wspólnej, europejskiej pamięci. Tutaj w Polsce, jak i w innych krajach Europy środkowej i wschodniej, znajdujemy się w samym sercu tego zagadnienia.

Zdarza się, że sposób rozumienia tego samego faktu historycznego jest różny w zależności od tego, jakie państwa w nim uczestniczyły, ponieważ każde rozumuje w oparciu o własną przeszłość, o własną historię. Polska pamięć budowała się na traumie rozbiorów, na traumie inwazji nazistowskiej i na traumie okresu sowieckiego. Po stronie francuskiej są to już inne tragedie – mam tu na myśli przede wszystkim pierwszą wojnę światową, zapaść 1940 roku (Marc Bloch, autor Dziwnej Klęski, jest jednym z moich ulubionych dziejopisarzy, moim bohaterem), a w bliższych nam czasach mowa o Wojnie Algierskiej. Okresy te pozostają dla nas tematami wrażliwymi. Podobnie z rokiem 1968, który wywołuje inne echo we wspomnieniach francuskich, polskich czy czeskich. To, co dla nas, Francuzów, kojarzy się z radosnym wybuchem kontestacji, jakoś współbrzmi z goryczą i bólem wydarzeń w Polsce, których sześćdziesięciolecie obchodzimy w tym miesiącu, kiedy wspomina się manifestacje studenckie i kampanię antysemicką komunistycznej władzy. Rok 2018 jest także setną rocznicą zakończenia pierwszej wojny światowej, choć po 1918 roku na wschodzie Europy wojna trwała nadal.

Jest wiele innych tego typu przykładów dotyczących Węgier, Ukrainy czy Bałkanów.

Jak radzić sobie z historiami narodowymi w duchu europejskim? Mówi się dzisiaj powszechnie o powrocie historii, wytykając przy tym jej wypaczenia, do których zalicza się nacjonalizm. A tymczasem to sformułowanie nie jest właściwe, bo historia nigdy nie znika. Narody i tożsamości narodowe pozostają nadal integralną częścią rzeczywistości i stanowią intelektualne ramy refleksji. Nie musi to wcale być czymś złym.

Pierwsze wyzwanie jest natury narodowej: chodzi o zbudowanie czy odbudowanie pamięci narodowej. Polska jest obszarem kształtowanym przez jego dzieje, przez dzieje europejskich dramatów jak i chwalebnych wydarzeń. Podobnie jak Francja, Polska jest krajem zafascynowanym historią, dla którego kwestie pamięci należą nie do przeszłości, a do teraźniejszości. W takim właśnie sensie nasza dzisiejsza debata współbrzmi z aktualnymi tematami.

Posłużę się bardzo konkretnym przykładem, a mianowicie ustawą o IPN, której kontekst jest specyficznie polski, ale która kojarzy mi się z dwoma zagadnieniami znanymi we Francji. Chodzi o zdolność spoglądania w przeszłość, o odczytywanie zarówno chwalebnych, jak i wstydliwych kart historii. We Francji trzeba nam było czasu i pracy historyków (jak Paxton), byśmy mogli usłyszeć przemówienie Jacques’a Chiraca na miejscu paryskiego welodromu, gdzie w 1942 roku zgromadzono Żydów z paryskich łapanek. Po tym przemówieniu wszyscy kolejni prezydenci Francji je cytowali. Drugą kwestią są francuskie ustawy związane z polityką historyczną. Według mnie to nie do prawa należy opowiadanie historii. Swego czasu, orzeczenie francuskiego odpowiednika Trybunału Konstytucyjnego było jasne w odniesieniu do tego, co prawnicy nazwali „gadatliwymi” ustawami. Nie można nakładać ograniczeń na wolność wypowiadania się. Pozwólmy, by czas dokonał swego dzieła i by historycy wykonali swoją pracę.

Drugim wyzwaniem jest powiązanie poszczególnych historii narodowych w ramach wspólnej pamięci europejskiej, przy czym nie chodzi o ich zmieszanie w jednym wspólnym tyglu. Efekt nazwałbym europejską świadomością historyczną. Chodzi o pełne uświadomienie sobie tego, kim jesteśmy i o poddanie się inspirującemu oddziaływaniu pewnego rodzaju europejskiej transcendencji, która umożliwia nam realizację pokojowego ideału.

opublikowano 03/04/2018

Haut de page